IZHMOTO.PL
Forum użytkowników i sympatyków motocykli IŻ

W trasie - Gibraltar

mcfrag - Nie 28 Cze, 2015
Temat postu: Gibraltar
Kończy mi się wolne. Jeżeli dziś nie ruszę tematu, szybko tego nie zrobię.

Było tak: pewnego jesiennego popołudnia zadzwonił telefon. Dzwonił Motolis, rozochocony niedawną bieszczadzką wycieczką na wuesce. W lużnej rozmowie na temat planów wyjazdowych padły znamienne słowa: a może by tak na Gibraltar? Niewiele myśląc powiedziałem: wchodzę!, niespecjalnie świadomy tego, że to nie żarty. A jednak! :)

"Trzeci do brydża" znalazł się bardzo szybko. Adam (katalina) był pierwszym i w sumie jedynym, oczywistym dla nas obu kandydatem. Tak, jak się spodziewałem, kupił pomysł bez chwili wahania. :)

Pozostało nam już tylko sprawdzić motocykle, ustalić termin, odepchnąć na kilka tygodni wszystkie ziemskie sprawy i można było jechać.


Sprzęt ogarnialiśmy indywidualnie. Początkowo, pomny włoskich doświadczeń Pawła i świadomy kosztów ściągania motocykla z dalekich krain, zamierzałem z gratów zalegających w garażu ulepić iża zastępczego - w razie grubej awarii zepchnąłbym go do rowu i wrócił stopem. Skończyło się na decyzji, że pojadę moim wiernym 49, który m.in. z tego powodu wiosną dostał "nowy" silnik. Jak zwykle lenistwo wzięło górę. ;)

Jechaliśmy na południe, więc w grę wchodziły dwa terminy: przed lub po upalnym sezonie turystycznym. Jednogłośnie wybraliśmy ten wcześniejszy, ustalając datę wyjazdu na pierwszego czerwca. Wcześniej, prawie jak zdeterminowany samobójca, pozamykałem wszystkie rozpoczęte sprawy, uregulowałem zobowiązania, opłaciłem rachunki, wziąłem miesiąc urlopu i rozpocząłem odliczanie.


Przed wyjazdem raz się spotkaliśmy. Tydzień przed godziną zero zjechaliśmy się w Międzyrzeczu, akurat tam wszyscy mieliśmy mniej więcej tyle samo kilometrów. Uzgodniliśmy założenia wyprawy, listę części zamiennych, których nie ma sensu dublować oraz tych, które bezwzględnie każdy powinien mieć u siebie. Wybraliśmy też miejsce zbiórki. Spotykamy się w Leśnej pod zamkiem Czocha i razem ruszamy na południowy zachód.


Wyprawa trwała 23 dni, tylko jeden z nich był dniem całkowicie beziżowym. Nie licząc dojazdów do startu trasy (Leśna) i mety (Międzyrzecz), które każdy robił sam, przejechaliśmy nieco ponad 8000km. Motocykle świetnie się spisały, jedynie Iż Adama co jakiś czas delikatnie domagał się uwagi. Na szczęście byliśmy przygotowani na wszystkie problemy, które nas spotkały. Pokonywanie każdego z nich było dodatkową rozrywką, choć Katalina może oceniać to trochę mniej entuzjastycznie. ;)

Mapa trasy:


O tym, co działo się po drodze w tej chwili nie jestem w stanie składnie opowiedzieć. To nie była zwykła popołudniowa wycieczka, niełatwo zreferować godzina po godzinie prawie cztery intensywne tygodnie w siodle. Aspektów takiej podróży wartych poruszenia jest tyle, że zrobimy to razem, wraz z rozkręcaniem się tematu. A tymczasem podam link do kilku(set) fotek - nie ma sensu wklejać je w treść tego posta a wybrać kilkunastu nie potrafię.

Moje zdjęcia leżą TUTAJ (link).

jarcco - Nie 28 Cze, 2015

Na początku to szczerze gratuluję pomysłu, jak i odwagi w jego realizacji. Wiem że wyprawa zaczyna się już w chwili zaakceptowania pomysłu. Tym bardziej zazdroszczę. :)

Podziwiam również czas spędzony na Iżu, powiedzmy trochę nieergonomicznym urządzeniu, że o osiągnięciu celu w postaci powrotu na kołach nie wspomnę!

Obejrzałem zdjęcia. Warto, naprawdę warto robić takie rzeczy aby później, za trochę lat, wspominać i cieszyć się z dobrze "zainwestowanego" czasu.

Mieliście nawet tulejkę korbowodu w zapasie i narzędzia do montażu? Widok rozsypanego łożyska w kole już mnie nie zaskakuje, choć nie rozumiem dlaczego to taki słaby element, wydawał mi się zawsze solidny. Miałem pytać dlaczego wiozłeś telewizor na bagażniku, ale już się domyślam co tam mogło być. :)

mcfrag napisał/a:
O tym, co działo się po drodze, w tej chwili nie jestem w stanie opowiedzieć

Noo.. troszkę się zawiodłem, nie korci Cię napisać czegoś więcej? Rozumiem że referat - dzień po dniu - jest trudny do ogarnięcia i wymaga bardzo wiele czasu, ale może warto opisać wspomnienia, w głowie zostają najciekawsze chwile, tyle że nie na zawsze. Jestem samolubny, ale czytając takie opisy podróżuje się trochę samemu. ;)

A może poczytamy o tym w jakiejś gazecie, a może Katalina albo Motolis się zdecyduje?

mcfrag napisał/a:
wziąłem miesiąc urlopu

To też niezłe osiągnięcie. ;D

:thumbup: Szacun dla wszystkich uczestników! :thumbup:

mcfrag - Nie 28 Cze, 2015

jarcco napisał/a:
Noo... troszkę się zawiodłem, nie korci Cię napisać czegoś więcej?

Ależ jak najbardziej! Powtórzę: aspektów takiej podróży wartych poruszenia jest tyle, że najlepiej robić to stopniowo, wraz z rozkręcaniem się tematu. 8000km to statystycznie kilkuletni przebieg jeżdżącego forumowego iża. Jak to opisać w jednym poście?

Zaczynając temat przyjąłem założenie, że pogadamy o wielu sprawach etapami, wraz z pojawianiem się ewentualnych pytań. Ciekawy np jest aspekt tankowania w różnych krajach a kwestia polowania na olej do mieszanki zasługuje na osobną opowieść. Wszystko w swoim czasie. Cierpliwości! :)

jarcco napisał/a:
Mieliście nawet tulejkę korbowodu w zapasie i narzędzia do montażu?

Gdybyśmy nie mieli, byłoby nieciekawie. Tulejka została wymieniona we Francji, do domu było już grubo ponad 1000km. Deczko daleko.

jarcco napisał/a:
Miałem pytać dlaczego wiozłeś telewizor na bagażniku, ale już się domyślam co tam mogło być.

O, to też jest interesująca kwestia. Co Ty byś zabrał na taką trasę a czego nie? Pakując się długo dumałem nad każdym wziętym gratem, w końcu to kilkuletni przebieg zrobiony w miesiąc, wszystko się może zdarzyć. :)

jarcco napisał/a:
A może poczytamy o tym w jakiejś gazecie, a może Katalina albo Motolis się zdecyduje?

Piknik już za tydzień. Są duże szanse na relację z pierwszej ręki. :)

katok - Nie 28 Cze, 2015

Cóż, zawsze twierdziłem, że iż-em da się pojechać (Tam ☺- gdziekolwiek by to nie było) i wrócić.
tofman - Nie 28 Cze, 2015

Wow, a ja się zastanawiam czy z Piknikiem dam (motocykl) radę... :)
Suchy - Nie 28 Cze, 2015

Fajna sprawa, też bym chciał pojechać na taką wyprawę.
Archi88 - Nie 28 Cze, 2015

Przyznam się, że fotkę z Gibraltaru w pozdrowieniach wziąłem za żart-fotomontaż, bo nie mieściło mi się to w głowie! Dojeżdżając do celu chyba nadal mieliście niedosyt? Afryka też zresztą była na wyciągnięcie ręki, nie korciło? :)

Zastanawiałem się czy da się przejeżdżać Iżem średnio 400km dziennie przez kilka tygodni. Wy zrobiliście w 22 dni 8000km co daje 363km dziennie! :thumbup:

Czekam z niecierpliwością do pikniku na podzielenie się doświadczeniami. :)

jacumba - Pon 29 Cze, 2015

Oglądając zdjęcie, też miałem je za żart ale co widzę to... nie do opisania przestrzeń, którą zagieliście swoimi już nie młodymi sprzętami. Gratuluję wyprawy życia! Już teraz rozumiem remont silnika na wiosnę...
radarator - Pon 29 Cze, 2015

Cóż tu napisać? BRAWO!!!
Czekam niecierpliwie na relację.

Spiker - Pon 29 Cze, 2015

Wariaci :thumbup:
Łukasz Hawryluk - Pon 29 Cze, 2015

Archi88 napisał/a:
co daje 363km dziennie!

Toż to mój (czasem) miesięczny przebieg! :S

Panowie (frag, katalina i lisek) co mogę powiedzieć? Chwaliłem się wami na lewo i prawo i podziwiam odwagi i zazdroszczę możliwości! Choć przyznam, że jak moi przedmówcy w pierwszej (słabej jakości) fotce wklejonej przez Marka szukałem fotomontażu. ;D

Obiecuję że relację przeczytam uważnie i ze zrozumieniem.
BRAWO!!!

Ozzy - Pon 29 Cze, 2015

Szacun Panowie :thumbup: :thumbup: :thumbup:
Można jeździć daleko zabytkiem, można! :D

hrabia_T - Pon 29 Cze, 2015

Dla was świat to za mało.
radarator - Pon 29 Cze, 2015

Teraz jeszcze trzeba zdobyć Iżewsk :)
Pitek - Pon 29 Cze, 2015

Pięknie, po prostu pięknie :!: Już trzy razy oglądałem te zdjęcia. Jak Wy znaleźliście tego Junaka?
hrabia_T - Pon 29 Cze, 2015

Zdjęcie Adama z małpą mnie urzekło. :)
Albert - Pon 29 Cze, 2015

Cytat:
Teraz ze spokojem mogę jechać na Piknik - dotarty motocykl powinien dać radę. :)

Jak kiedyś skończę swojego Iża to sobie walnę trasę do Kapsztadu i z powrotem, żeby się na pewno dobrze dotarł :)

GRATULUJĘ ODWAGI!

katalina - Pon 29 Cze, 2015

hrabia_T napisał/a:
Zdjęcie Adama z małpą mnie urzekło. :)

Wyczuwam jakiś podtekst, wiecej nie zdzierżę. Żądam satysfakcji, może być w formie dwóch pospolitych browarów. :D

Spiker - Wto 30 Cze, 2015

Miały być podane szczegóły w formie odpowiedzi na pytania więc zadaję jedno.
- Zachodzę w głowę jak mogła się zdarzyć sytuacja awaryjna z tulejką korbowodu? No i czyj szósty zmysł przewidział, że trzeba zabrać właśnie ten element w zapasie i to w dodatku z przyrządem do wciągania? Czyżby już wcześniej były symptomy, że coś się może w tym miejscu stać? Co jeszcze było w zapasie z nieawaryjnych części?

Pitek napisał/a:
Jak Wy znaleźliście tego Junaka?

Widok Junaka (prawdopodobnie Niemcy) mnie nie dziwi, bo jest tam spore grono ich posiadaczy, głównie wśród osób o polskich korzeniach. Domyślam się, że to był wcześniej ustalony punkt trasy. Czy tak?

No i pytania retoryczne (w sumie dla mnie największa zagadka, ale nie trzeba odpowiadać). Gdzie można znaleźć takie święte kobiety pozwalające na "miesięczną przejażdżkę z kolegami"? Ewentualnie ile rozwodów się szykuje? :/

hrabia_T - Wto 30 Cze, 2015

A czy ja dobrze widzę że komuś skosilo ośkę tylnej zębatki? Melilicie to w zapasie?
kylo - Wto 30 Cze, 2015

Piękna WYPRAWA :O :thumbup: :!: :!: :!:

PS. Byliśmy w tym samym czasie na pówyspie Iberyjskim, tyle, że dużo mniej ambitnym pojazdem. Patrząc po mapce część trasy w Aragonii i nad Costa del Sol się pokrywała, szkoda, że nie udało się spotkać tak ZACNYCH PODRÓŻNIKÓW na trasie.

motolis - Wto 30 Cze, 2015

Pitek napisał/a:
Jak Wy znaleźliście tego Junaka?

Junak należy do mojego kolegi z Austrii. Spiker masz rację - to był punkt programu. Coś tam u Adama lekko stukało, to poprawiliśmy - ze ściągaczem to sama przyjemność. Jeśli chodzi o dodatkowe graty, to zabraliśmy prądnice, hamulce, łożyska, szprychy i dętki.

Hrabio, ośki na zapas żaden z nas nie miał. Ku zdziwieniu Adama zbrakło gwintu i trzeba było ją zakręcić bez napinacza.

katalina - Wto 30 Cze, 2015

Napisanie relacji, dziennika, pamiętnika przerasta moje możliwości. No, może jak bym miał sekretarkę... Ale ja mam wymagania! O wiele łatwiej odpowiadam na pytania, komentuję zdjęcia i sytuacje. Ale do rzeczy.

Jak Frag zadzwonił do mnie z propozycją wycieczki na Gibraltar (to był ogólny, otwarty kierunek) to od razu wiedziałem, że to jest to. Taka propozycja i w takim gronie nie zdarza się często. Przejechałem z nim parę kilometrów jeszcze Awokiem i wiem, że facet jest zacięty, nie odpuści. Dziwne, ale nie miałem wątpliwości, że możemy nie ukończyć trasy, chociaż to mój iż tak bardzo mnie doświadczał.

Motolis to klasa sama w sobie. Takie wyprawy to dla niego codzienność, albo raczej coroczność. :)

Dlaczego dobrano mnie - nie wiem. Może dlatego, że jestem niepoprawnym wesołkiem? Najpewniej zadecydował fakt, że małpy gibraltarskie znałem osobiście. :D

Zdjęcia z wycieczki będę zamieszczał sukcesywnie w galerii forumowej. Jeśli chodzi o relację to temat traktuję jako otwarty, rozwojowy. Uważam, że w takiej formie mogę udzielić wyczerpujących odpowiedzi na nurtujące Was pytania.
Pozdrawiam Adam

mareq - Wto 30 Cze, 2015

To może się podzielić i opisać poszczególne etapy.
Spiker - Sro 01 Lip, 2015

Może jednak nie pisać relacji z tej wyprawy? Po co się katować. Byliście, co widzieliście to wiecie. A inni jak chcą to niech sami pojadą. Ludzie to by chcieli wszystko wiedzieć. A takiego! Ewentualnie krótka odpowiedź na 2-3 najczęściej powtarzające się pytania (jak wam się będzie chciało oczywiście).
jarcco - Sro 01 Lip, 2015

mcfrag napisał/a:
Tulejka została wymieniona we Francji, do domu było już ponad 1000km

Na czym podgrzewaliście tłok do montażu sworznia? :)

[ Dodano: Sro 01 Lip, 2015 ]
mcfrag napisał/a:
kwestia polowania na olej do mieszanki zasługuje na osobną opowieść.

Pewnie dwutaktów coraz mniej w Europie, taki olej to w sklepie z kosiarkami :hihi:
Można było nalać jakiegokolwiek taniego oleju dostępnego na stacji do silników czterosuwowych. Nieznacznie różnią się od tych przeznaczonych do 2T, mogą się trochę trudniej mieszać z benzyną, ewentualnie trochę "inaczej" dymić. Ale katalizatorów to by Wam nie pozatykało ;)

Choć rozumiem dmuchanie na zimne, zwłaszcza tak daleko od garażu.

mcfrag - Sro 01 Lip, 2015

Spiker napisał/a:
Może jednak nie pisać relacji z tej wyprawy? Po co się katować. Byliście, co widzieliście to wiecie. A inni jak chcą to niech sami pojadą. Ludzie to by chcieli wszystko wiedzieć. A takiego! Ewentualnie krótka odpowiedź na 2-3 najczęściej powtarzające się pytania (jak wam się będzie chciało oczywiście).

Spiker, wymiękłem. Ty też nie zrozumiałeś... Spróbuję wytłumaczyć jeszcze raz.

To nie tak, że nie będzie relacji. Doskonale rozumiem Waszą ciekawość i chętnie podzielę się wszystkim, czym będę mógł, podobnie jak moi współtowarzysze. Rezygnujemy tylko z typowej dla naszego forum formy opowieści opartej o chronologię. W naszym przypadku wyprawa polegała na zaplanowanych i do bólu powtarzalnych sekwencji czynności, których opisywanie raczej nie byłoby niczym interesującym. Jak się jedzie 400km chyba każdy wie - jedynka w dół, potem trzy biegi w górę i rura! My zrobiliśmy to dwadzieścia parę razy pod rząd, ot cała historia. :)

W trakcie trwania wyprawy, gdy już ujawnił się nam jej rytm i smak, zrozumieliśmy, ze nie damy radę opowiedzieć o tym w klasyczny sposób. Zdecydowaliśmy więc, że zamiast opisywać ciurkiem dzień po dniu lub podpisywać ciąg chronologicznie ułożonych zdjęć, zrobimy to inaczej.

Na początek parę słów o zabranych gratach. Pierwotny plan był taki: wszyscy polecimy na 49, wtedy osiągniemy maksymalną kompatybilność i będzie można podzielić się zapczęściami. Wyszło tak, że Paweł pojechał na 56 a dodatkowo każdy z nas miał inne prądy (Adam ma elektrownię z MZ) i o większość spraw trzeba było zatroszczyć się we własnym zakresie.

Graty, które wziąłem to zestaw, z którym latam po kraju w kilkudniowe trasy, nieco tylko rozszerzony. Na Gibraltar dopakowałem:

- szczęki hamulcowe tylnego koła
- łożyska kół 6202 (4x) i ich ściągacze (do całych i całkowicie ubitych)
- kompletny układ elektryczny (zazwyczaj wożę tylko puszkę, tym razem dorzuciłem prądnicę, wirnik i zapasowy regler)
- tłok, sworzeń, pierścienie, tulejkę i ściągacz
- zapasowy gaźnik bez komory
- szprychy - komplet na tylne koło i krótkie przednie - po 18szt.
- dodatkowe linki sprzęgła/hamulca przedniego - z baryłką z gwintem
- komplet tarcz sprzęgłowych (tych plastikowych)
- dodatkowe szczotki, przerywacze, kondensatory, żarówki itp)

jarcco napisał/a:
Na czym podgrzewaliście tłok do montażu sworznia?

Atmosfera tego ranka była dość gorąca, nie musieliśmy go podgrzewać. :)

jarcco napisał/a:
Można było nalać jakiegokolwiek taniego oleju dostępnego na stacji do silników czterosuwowych.

Problem polegał nie na rodzaju oleju ale na jego dostępności i cenie. Jeżeli dostępny był olej 4T, to z reguły obok stał jakiś "LE MIXOL". Gorzej było wtedy, gdy przez kilkadziesiąt kilometrów nie trafiała się żadna stacja obsługowa. Szczerze zadziwiła (in minus) nas cena olejów wszelakich - pierwszy napotkany po dłuższych poszukiwaniach olej 2T kosztował 12,5EUR za litrowa flaszkę.

Szczytem przegięcia był olej w cepeenie przy hiszpańskiej autostradzie - za litr winszowali sobie 42EUR! :)

Dopiero po pewnym czasie odkryliśmy, że we Francji olej kupuje się w Leklerkach i Intermarszach. Dwulitrowa flasza za 8EUR - tu już była inna rozmowa.

Łukasz Hawryluk - Sro 01 Lip, 2015

mcfrag napisał/a:
Graty, które wziąłem to nieco bardziej rozbudowany zestaw, z którym latam po kraju w dłuższe trasy.


Panie kolego a co się przydało? ;)

rastuch - Sro 01 Lip, 2015

Panowie, CHAPEAU BAS! Myślałem że z tym Gibraltarem to jakaś ściema a tu proszę. Brawo! Komarami do Iraku, Jankiem na Monte Cassino, WSKami do Chorwacji czy z Tropikiem do Kosowa - to czemu by nie Iżem na Gibraltar! :)

Zazdroszczę wyprawy oraz wspomnień, które na długie lata obrosną legendami opowiadane przy ognisku. Żałuję, że nie uda mi się posłuchać relacji na gorąco, ale może załapie się na taką wpół letnią. ;D

Jam z mym tego sezonowym przebiegiem niegodzien wam rozwiązać rzemyka przy sandałach. 8/

Patrząc oliwe za 12 ojrasów boję się zapytać o orientacyjny koszt całej wyprawy?

mcfrag napisał/a:
Dopiero po pewnym czasie odkryliśmy, że we Francji olej kupuje się w Leklerkach i Intermarszach. Dwulitrowa flasza za 8 - tu już była inna rozmowa.

A inne przemyślenia i ciekawe odkrycia, dla potomnych?

katalina - Sro 01 Lip, 2015

rastuch napisał/a:
A inne przemyślenia i ciekawe odkrycia, dla potomnych?

Bez chińskiej grzałki za 5 zł, takiej zwykłej do gotowania wody, nasza kuchnia polowa przestałaby funkcjonować. Zastrajkowała dopiero w Miedzyrzeczu. Przeczuwała koniec wyprawy. Dostała nowy (czytaj inny) kabel i aż gotuje się do nowej wyprawy. :D

jacumba - Sob 04 Lip, 2015

A jak wyglądał temat jazdy po górach? przecież Hiszpania, Włochy i Austria to dużo podjazdów i zjazdów. Sprzęty dawały radę? jak ze zjazdami, bo wiadomo, że tylko na "hamulce" mogliście liczyć, bo silnikiem nie da rady; jeśli do tego dodać wysoką temperaturę z południa to wyprawa musiała być ciekawa.... Czy pod tym kątem wyprawa zaczęła się z północy a południe z podjazdami i zjazdami na koniec? Jaką przelotową mieliście na prostej, a jaką w górach? Mieszanka w górach taka sama?
roman - Nie 05 Lip, 2015

GRATULUJE - Iżem to jednak można.
Nawet nie pytam jakie plany na kolejną eskapadę, trochę świata jeszcze zostało do objeżdżenia :thumbup:

Komar - Czw 13 Sie, 2015

Mnie interesuje bardzo np. w jaki sposób walczyliście z upałem i grzaniem się silnika.

Iże, jak i współczesne motocykle, mają ograniczoną nośność. Takie rzeczy jak kuchenka, namiot czy narzędzia/ części wzięliście po jednym komplecie na wszystkich i podzieliliście się ciężarem?

Ciekawy jestem też jak ze spaniem wybraliście, kempingi czy spanie na dziko, na parkingach autostrad czy może na stacjach benzynowych? Niby proste pytanie ale noclegi kempingowe są mordercze cenowo dla Polaka Hiszpanii.

Suchy - Czw 13 Sie, 2015

Komar, a dlaczego Cię na Pikniku nie było? ;D Nie byłbym sam z południowego wschodu. A i dowiedziałbyś się wszystkiego.
mcfrag - Pią 14 Sie, 2015

Komar napisał/a:
Mnie interesuje bardzo np. w jaki sposób walczyliście z upałem i grzaniem się silnika.

Nie walczyliśmy z upałem. Nie mieliśmy z czym walczyć.

Kluczem do sukcesu był świadomie wybrany termin wyprawy. Tu nie było przypadku, wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, co to znaczy jechać w upale. Sprzyjało nam też szczęście - wiosna w tym roku była długa i chłodna. Kto to jeszcze pamięta?

Praktycznie całą trasę przelecieliśmy w "długim rękawie". Parę razy w ESP i PT zdarzyło się, że mój maksymalny zestaw ochronny, czyli dwa windstoppery plus sztormiak p-wiatr nie zapewniał wystarczającego komfortu cieplnego.

Komar napisał/a:
Iże, jak i współczesne motocykle, mają ograniczoną nośność. Takie rzeczy jak kuchenka, namiot czy narzędzia/ części wzięliście po jednym komplecie na wszystkich i podzieliliście się ciężarem?

Kuchenki nie wzięliśmy, nie zamierzaliśmy gotować. Własny namiot, narzędzia, części itp. każdy targał sam.

Ja pakowałem się tak, jakbym cała trasę miał przejechać solo. Szacuję, że miałem ze sobą ok. 30-35kg bambetli, wliczywszy 1,5l butlę wody (ZAWSZE, woda to podstawa), kupowane codziennie świeże lokalne żarcie, olej 2T (czasem nawet 3-4l) itp. Moi współtowarzysze zrobili podobnie - tak sądzę, choć zawartości bagaży nie porównywaliśmy.

35kg tobołów waży tyle, co pół dorosłego pasażera. Nasze motocykle, mimo, że objuczone, prowadziły się praktycznie jak puste. Upierdliwością było jedynie tankowanie (z reguły dwa razy dziennie) oraz samo dosiadanie i schodzenie z motóra. Dzięki tej wyprawie spokojnie mogę zatańczyć kankana. ;)

Komar napisał/a:
Ciekawy jestem też jak ze spaniem wybraliście, kempingi czy spanie na dziko, na parkingach autostrad czy może na stacjach benzynowych?

Już przed wyjazdem ustaliliśmy, że noclegujemy tylko na legalu. Jeden z nas bardzo źle sypia w dzikich obozach, poza tym ten sposób rozwiązuje nam wszystkie problemy higieniczne, aprowizacyjne, energetyczne i komunikacyjne. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to była dobra decyzja gospodacza. Nie wyobrażam sobie koczowania na dziko w półpustynnym, bezcieniowym, bezwodnym i praktycznie bezludnym świecie, przez który przyszło się nam tarabanić.

La Linea pod Gibraltarem, typowy camping w ESP. Zero trawy, do śledzia bez młotka nie podchodź.

Komar napisał/a:
Niby proste pytanie ale noclegi kempingowe są mordercze cenowo dla Polaka Hiszpanii.

Nie było tak źle. Z racji tego, że przed sezonem, najdroższe campingi kosztowały nas nie więcej niż 16EUR (zdarzyło się ze 3-4 razy). Bywało, że za iżonamiotoosobę płaciliśmy tylko po 4EUR (mówię o campingu full wypas, żeby nie było). Parę razy wcale nie płaciliśmy za nocleg ale również wtedy biwakowaliśmy legalnie, uzgadniając to z gospodarzami terenu. Generalnie można przyjąć, że średni koszt noclegu to ok. 10EUR - moim zdaniem do wytrzymania.

Suchy - Pią 14 Sie, 2015

To faktycznie nie ma bólu cenowego, w Moryniu było 20 zł z falująca podłogą w łazience. Jak widać ceny kempingów u nas gonią starą UE, zarobki pewnie też, czy się mylę? :rotfl: :lmao:
Komar - Pią 14 Sie, 2015

Dziękuję za informację. Ceny kempingów to mnie zaskoczyły. Mnie się nie udało zejść w tym roku poniżej 20 euro poza dwoma przypadkami. Bardzo wam gratuluję.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group