Jancur, jesteś kolejnym który odwiedził drewnianą sowę w Łubkach, ja odkryłem ją w 2019 roku jak jeździłem z Warszawy do Jarosławia, trasę tą pokonałem wielokrotnie moimi obydwoma motocyklami. Kiedyś muszę się znów nią przejechać choćby do Kazimierza Dln.
Pojechałem do sowy za Twoim i Tomka (Tomboja) przykładem, wcześniej Łubki omijałem.
Od dwóch lat jest położony nowy dywanik do samego Kazimierza.
No to w 2019 roku od Kazimierza do Niezabitowa była łata na łacie, Dyktą dało się maksymalnie jechać 40 km/h, Iżem 49 nie szybciej jak 60 km/h, dalej do Bełżyc już bardzo ładna droga, za Bełżycami w stronę Niedrzwicy Dużej była nieco gorsza.
Jeszcze w 2019 roku na odcinku Zarszów - Wysokie położono nowy dywan.
Chcieliśmy zacząć mocnym akcentem, skonsumowaliśmy kopiastego kebaba i smażoną rybę z dodatkami. Niestety paragon okazał się być akceptowalny, a wręcz rozczarowująco niski. Niepyszni opuściliśmy ten kurort dla ubogich .
Z Okuninki pojechaliśmy do muzeum w Sobiborze. Sposób w jaki działał ten obóz całkiem różni się od Oświęcimia czy Majdanka. Nie można tego nazwać obozem, brak baraków mieszkalnych. Data przybycie transportu ludzi pokrywa się z datą Ich śmierci.
Aleja Pamięci:
Pole pomordowanych:
Z Soboru ruszyliśmy w kierunku Terespola, na strzała z przerwą przy zakolu Bugu, którego brzegi ogołocono ze wszystkiego co żywe, z "dumą sadząc" to miejsce słupy z kamerami, czujnikami.
Nie wiem dlaczego przy tak radykalnym obejściu się z przygodą nie podłączono rzeki do prądu. Elektrycznego. Zamiast setek słupów, dwa kable.
W Terespolu na chwilę odwiedziliśmy "twierdzę" Mariusza skąd ruszyliśmy dalej pozostając w klimacie obronności. Zawitaliśmy do zbiornika paliwa wypełnionego fantami związanymi z twierdzą Brześć. Warto zajrzeć, bo darmo , bo, "cepeniarz" temat ogarnia hobbystycznie, nie z obowiązku.
Zatankowaniu informacjami pogoniliśmy obejrzeć równie wybuchowe, a nawet bardziej, obiekty. Prochownie.
Zrobiliśmy oględziny stanu murów
Zbadaliśmy odporność stropów na "modne" ostatnio bomby penetrujące. Jest ok, kanały wentylacyjne są dobrze zabezpieczone siatką drucianą, nic tam nie wpadnie
Druga prochownia okazała się być równie solidna
Budząc dodatkowe zaufanie pięknymi półtonowymi okiennicami
Jako, że nic nie robiliśmy na odwał, 7 godzin starczyło na pomacanie części zaplanowanych rarytasów ściany wschodniej. Wiemy, że Iżem jest dwa razy dalej, więc musiałem się zbierać. Wstępnie umówiliśmy się na dokończenie terespolskiej tematów. I jazda na zad.
Padł też pomysł na grubszy temat, podana mi się. Oby wyszło. Mariusz Dzięki. No i dzięki za kopie "kominków".
Podczas Pikniku zapowiedziano mi, że Ściana wschodnia może spodziewać się rewizora z Zachodnich ziem odzyskanych. Nie były to słowa rzucone na wiatr. Przybył. Wyjechałem Mu naprzeciw, spotkaliśmy się we Włodawie, tankowanie pod korek i ruszamy w drogę, na południe,
Na początek kontrola zabezpieczenia granicy państwa, żeby nie marnować czasu sprawdziliśmy dwie narzaz.
Co prawda flora nabrzeżna Bugu została "przerzedzona" ale honoru bronił imponujący Dąb Bolek.
Okaz siły i zdrowia., który w przeciwieństwie do innych pomników stawia odpór piorunom, podpalaczom, kornikom.
I tak nawijaliśmy beztroskie kilometry pustych nadbużańskich dróg, spotykając autochtonów którzy chwalili sie nam swoimi 6 litrowymi produktami amerykańskiej motoryzacji, wyciągali przy nas nogi, wyruszali w poszukiwaniu łatek do sklejenia dętki, bo w pewnym momencie zeszło z Nas" trochę powietrza.
Łatki się znalazły, ale nie pomogły, sytuację uratowała zapomniana zapasowa dętka.
Humor poprawiał lewitujący Iż
Jako, że kilkukrotne rozbieranie koła skradło nam czas, trzeba było skorygować plan wspólnej jazdy.
Tankowanie w Lubyczy, stamtąd do odludnego Horyńca i wizyta w Radrużu.
Tam sie rozjechaliśmy.
Dzięki dla Piotrka za zaproszenie do wspólnego polatania.
I statystyka. 12,5 godziny, 510 km.
Miałem, mam do wyboru pojechać na N, na S lub SSE. Padło na S, Lasy Janowskie. Wyjadę koło 11-tej. Gdyby ktoś to przeczytał to tradycyjnie naiwnie zapraszam.
P.s. Proszę nie wyjeżdżać z tekstami o konkurencji ze strony WeSeK.
[ Dodano: Pon 01 Wrz, 2025 ]
Wyjechałem później niż zakładałem, przez Bełżyce, Chodel, Urzędów...
... do Modliborzyc skąd zanurzyłem sie w Lasy J. Jadąc taka drogą
przez taki las
i taką
przez taki
zrobiłem dwudziestoparo kilometrowa pętelkę zachaczając o pomnik ofiar II W.Ś
Jazda byłaby bardzo przyjemna gdyby nie to, że większość wprawiła by w rozkosz miłośników ciasta z kruszonką.
Następnie udałem się do wschodniej części lasów, do Porytowego Wzgóża
Jak zwykle dzień zaczął się kończyć więc powrót przez Batorz, Zakrzówek.
I tak pękło 295 km, z czego około 60 po lasach.
Po wczesnym obiedzie ruszyłem na N. Pierwsze nawiedziłem Siemień z opuszczonym kościołem
I nieczynnym młynem wodnym
Dolej po zaplanowanej drodze z której zboczyłem, zachęcony turystycznym drogowskazem, do Witoroża z niewielkim drewnianym kościołem
Powróciwszy na "prawilną" drogę jechałem leniwie omiatając wzrokiem przydrożne lesistości. I wyłuskałem spośród drzew coś takiego
Zbadałem sprawę z bliska
A kilka kilometrów dalej deja vu , a po prawdzie główny powód dzisiejszej wyprawy
A teraz tradycyjnie wyścig za zmrokiem. Wpadłem na swoją ulicę, a tam spora część, może większość, sąsiadów stoi na chodniku, miłe powitanie, postanowiłem zabawić ich gasząc Iża odprężnikiem, ale nikt nie zwrócił uwagi na ten popis, który został całkowicie przyćmiony zaćmieniem Księżyca.
A, nawinąłem równiutkie 250 km.
Zacząłem od obsuwy czasowej z 9 zrobiła się 10 może bliżej 11-tej, ale jak już ruszyło to za jednym posiedzeniem przez Chmielnik, Krzczonów, Żółkiewkę, Nielisz dojechałem do przyćmionej przez Kozłówkę, siedziby Zamoyskich w Klemensowie. Podjechałem od Kordegardy gdzie zatrzymała mnie brama, solidnie wzmocniona tabliczkami Zakaz wstępu, zakaz wjazdu, zakaz wchodzenia, teren prywatny, własność prywatna, teren monitorowany i zły pies. Prywatne to prywatne, fota...
...i odjechałem zastanawiając się czy słusznie postąpiłem respektując tabliczki. Postanowiłem przed dalszą jazdą wzmocnić swoją asertywności wizytą na Górze Piekiełko.
Wzmocniony i rozpędzonym z Góry władowałem się na piaszczysty leśny dukt. Wymagające, ale satysfakcjonujące 2 km jazdy, by ponownie złożyć wizytę szczątkom Messerschmitta 323
Kontynuując temat drugowojenny poleciałem do Bełżca. Obóz.
Kilka km dalej Kniazie z ruinami cerkwi
To był punkt zwrotny, teraz na północ, chociaż bardziej na zachód, pod Słońce. Przez Tomaszów do Worzuczyna, ruiny zamku, rozczarowujące, ktoś je odświeżył tynkując i malując na biało
Stąd do kolejnej pamiątki po Ordynacji Zamoyskich, zespół pałacowy w Łabuniach
Co prawda miałem jeszcze zaplanowane do odwiedzenia kilka miejsc, ale raz, że kończył się czas, a dwa uznałem, że układają się w szybki popołudniowy jesienny wypad, więc odpóściłem. Przez Zamość do Izbicy gdzie uciekłem na boczne drogi, by przez Rybczewice w Piaskach wrócić na ekspresówkę i do domu. Jestem bardzo zadowolony z wypadu, ciepło, sucho, wiele kilometrów leśnymi asfaltami. Jedno tankowanie, 330 km w jakieś 7h.
Wymyśliłem sobie, że polatam do okoła Chełma, ale tak kombinowałem z wyborem trasy, że nastukałem dwie setki kilometrów, a Chełm nawet nie zamajaczył na horyzoncie, który uświetniła kamienna wieża w Stołpiu
Z bliska wygląda jeszcze piękniej
Nawet moja 49 - tka trochę blednie w jej towarzystwie
Ale. Jeszcze niedawno, ilekroć natrafiło się w mediach na wzmiankę o tej wieży, to sednem było, że tajemnicza, nie wiadomo kto, nie wiadomo po co, nie wiadomo kiedy. W końcu ktoś pogrzebał w papierach potem w ziemi
i już coś, a nawet sporo, wiadomo. Są ruscy ksążęta, księżniczki w zakonie, pożar, wojny, upadki i odbudowy. Mimo tych informacji, przez to, że stoi bez kontekstu w otoczeniu, zachowała tajemniczość.
No i po lubelskim donżonie, to w lubelskiem drugi najstarszy murowany obiekt.
Krótki wypad w niedzielę. Na początek rozgrzewka po gruntówkach z wąwozem na końcu. Wszystko jeszcze w granicach miasta.
Dalej do Stacji Bystrzyca z resztkami zbiornika do "tankowania" parowozów lub wieży ciśnienień.
Dalej poleciałem w kierunku Kozłówki, za Kamionką drogą zaprowadziła mnie do lasu gdzie asfalt zmieniła na szuter, nienajgorszy. Poczułem potrzebę zatrzymania się, co też uczyniłem. Kiedy stałem na poboczu, coś mi się nie zagrało z runem/poszyciem leśnym.
Tego się nie spodziewałem.
Kirkut. 7, 8 macew. Ciekawe, mocne bo nieoczekiwane.
Kiedy uznałem, że nie ma co dłużej drażnić kleszczy, wróciłem do motoru. Lubię patkować na miękkim poboczu leśnej drogi, bo można nie używać stopek😉.
Dalej tylko jazda, Michów, Końskiwola - świetne lody, Garbów, garaż.
Zacząłem od foty drogomierza, bo zanosiło się na radykalną zmianę jego wskazań. Około 9-tej ruszyłem w kierunku punktu zbornego - Orlen we Włodawie. Już po kilku kilometrach motor przestał jechać - max 50 km/h, czterotaktowy nie, problem z podjazdami. Kilka postojów, próby regulacji. Przed Łęczną poddałem się. Wysłałem info, że że wspólnego latania nici. W odpowiedzi dowiedziałem się, że jadą do mnie (70 km) i będziemy naprawiać. Na takie diktum zrobiłem nawrotkę i zacząłem uciekać (40-50 km) w kierunku garażu. Udało się. Rozebrałem gaźnik na drobne, przemyłem, przedmuchałem, złożyłem, założyłem i wyjechałem naprzeciw terespolsko - chełmskiej grupie pościgowej. Spotkaliśmy się mniej więcej w miejscu w którym wcześniej się poddałem.
Postaliśmy dłuższy czas na poboczu, gadając i pokazując palcami rarytasy i babole. Jako, że to mój teren, poprowadziłem. Prowadziły nas rzeki. Od Łęcznej przez Podzamcze, Kijany prowadził Wieprz.
Potem drogę wskazywała r. Bystrzyca - Spiczyn, Charlęż, Bystrzyca. W Sobieszczanach swoimi nurtami poprowadziła nas Ciemięga (chyba przegiąłem). Wąskimi, krętymi, asfaltowymi, a przede wszystkim zacienionymi drogami, przez Łysaków, Pliszczyn, Łagiewniki, Ciecierzyn, Dysk, Jakubowice. W Łagiewnikach zrobiliśmy przystanek przy wielkim źródlisku, gdzie woda zasila rzekę z dziesiątek miejsc, wybija z dna unosząc piasek i wypływa z brzegów wprost do nurtu lub tworzy małe zatoczki. Wodę można pić wprost ze źródeł i w niej brodzić i łeb schłodzić. Zostawiając rzeki polecieliśmy w kierunku Kozłówki i Kamionki gdzie podzieliłem się z chłopakami moim najświeższym odkryciem.
Żydowskim cmentarzem w lesie koło Kamionki. Tam postaliśmy, dopadła nas 18-sta, postraszył burzowy wiatr.
Rozjechaliśmy się. Drogomierz ledwo drgnął.
P.S. Dzięki chłopakom, że nie odpuścili wcześniejszych planów i zmusili mnie do szybkiego ogarnięcia motoru. Sorry za mało fot, ale to było jeżdżone spotkanie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach