IZHMOTO.PL - Forum użytkowników i sympatyków motocykli IŻ
IZHMOTO.PL Strona Główna
Pomoc Statystyki Szukaj Użytkownicy Grupy Mapa Galeria Rejestracja Profil Sprawdź Wiadomości Zaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Czterosuwem po Karkonoszach
Autor Wiadomość
mcfrag
Fundator


Motocykl: Iż-49
Posty: 3091
Skąd: Brzeg Dolny
Wysłany: Sro 09 Cze, 2010   Czterosuwem po Karkonoszach


Pokaż trasę wycieczki na większej mapie

Zazwyczaj każda dobra wycieczka zaczyna się w garażu. Tym razem nie było wyjątku. Piątek, samo południe. To pierwszy dzień naprawdę dobrej pogody po wielu dniach ulewy, więc nie można było tego nie wykorzystać. Po krótkim pakowaniu ruszamy w kierunku gór - tym razem będziemy kręcić się po Karkonoszach. A więc w drogę!

Zaczęło się od sześciosuwa. Ja i Jacki. Cel pierwszego dnia - Karpacz, a dokładniej "Western City" w Ścięgnach pod Karpaczem. To miejsce wybrał Eryk, pasażer kosza. Najwyższy czas kupić pierwszy w zyciu łuk i przeżyć męską przygodę! :D



Pierwszy, przymusowy przystanek. 5 km przed Jaworem. Małe zwarcie w mojej puszce prądów skutecznie zatrzymało Iżaka. Wibracje i dziury na drodze zrobiły swoje. 5 minut na dokręcenie luźnych przewodów i jedziemy dalej.


Bolków. Lody na rynku są stałym elementem gry podczas przejazdu przez to sympatyczne miasteczko. Lubię ten stary, bardzo niepłaski Rynek.


Zjazd na przełęcz Okraj. Gdzieś między Kamienną Górą a Kowarami. Widok jest całkiem sympatyczny.


Tak wygląda Śnieżka z miejsca naszego pierwszego campingu, w Miłkowie pod Karpaczrm.


A tak z tego samego miejsca, ale w deczko szerszym planie.


Następnego dnia wracamy do Kamiennej Góry. Tam umówiliśmy się z Karoliną I Gacą. Rozpoczyna się właściwa część naszej trasy. Na chwilę udajemy się do Czech, to najkrótsza droga Kotliny Kłodzkiej, naszego głównego celu wycieczki.

Fotka zrobiona w Nachodzie, małym czeskim miasteczku. Nie zatrzymywaliśmy się na większe "zwiedzanie".


Po 65km jazdy po czeskim asfalcie wracamy do Polski. Kudowa Zdrój. Czas zatankować i wypić małą poranną kawę.


To już zjazd z krajowej "ósemki" na drogę do Międzylesia. Gaca zatrzymał peleton i stwierdził, że Iż mu nie jedzie, trzeba pokręcić w gaźniku. Przez chwilę było dramatycznie, ale wszystko skończyło się dobrze. "Wypadnięta" sprężynka przepustnicy znalazła się po 15 minutach poszukiwań. Ufff.... Jedziemy dalej.


W takich miejscach aż przyjemnie się zatrzymać.




Drogi w przeważającaj częsci są całkiem niepłaskie:


Punkt widokowy pod Zieleńcem. Widać sporo i daleko.




Czasem warto zjechać z głównej drogi, nawet jeżeli nawierzchnia nie jest najlepsza. Ten tajny wodospad na Bystrzycy jest tego najlepszym dowodem.


Iże i las - bardzo udane zestawienie.


A to nasze obozowisko drugiego dnia - polana przed środkowym wejściem do jaskini Radochowskiej w Górach Złotych. Dzicz totalna i daleko do cywilizacji. Iże upaprane po bak, ale dzielnie dają radę.


Strzelanie z łuku to podstawa na iżowych wycieczkach ;)


Podobnie ma się rzecz z ogniskiem i rytualną konsumpcją świni na gorąco :)


Oczywiście zwiedziliśmy rzeczoną Jaskinię Radochowską. Ciemno jak w dupie, ciasno, ale warto tam zajrzeć. Oczywiście fotki nie oddają tego, jak tam jest. Flash aparatu rozswietla te wnętrza tylko na ułamek sekundy. My widzielismy nic i łaziliśmy po omacku, mając do dyspozycji dwie nędzne latarki. :)






Następnego dnia uderzamy w stronę Kłodzka. Cel - znana wszem i wobec Twierdza. Niestety tuż przed miastem, z tylnego koła Gacy zaczynają wydobywać się niepokojące stuki. Trzeba się zatrzymać. :)


Po raz kolejny padło łożysko. Niedziela, południe, a my stoimy. Ze dwie godziny zajęło nam wydłubanie obu łożysk tylnego kółka (to tu odbyło się słynne już pukanie kamieniem, które też odczuwam :) ). Trzeba jeszcze znaleźć jedno, na wymianę. Łatwo nie będzie...


... ale jednak się udało. Od czego są znajomi z okolicy. Jeden telefon załatwił sprawę. Wracamy do gry.


Tak wygląda kłodzki Rynek:


a tak kawałek Twierdzy:


Kłodzko z góry:


Twierdza z dolu:


A to nasz kłodzki parking platny niestrzeżony. Nie taki on był płatny, jak go malują :)


Następny przystanek tego dnia - skansen w Wambierzycach, pełen lokalnych dóbr wszelakich...


Oprócz wielu innych fantów mozna tam obejrzeć fabryczną WFM M-06...


... czy Ursusa C-45.


Ostatni wspólny postój - zapora na Jeziorze Lubachowskim. Do domu ok. 100km, zaczyna robić się późnawo. Czas zwiększyć tempo. Inaczej dojedziemy po zmroku.


A potem było szybko do BD, drogą standardową przez Strzegom. Zrobiliśmy (ja z Jackami) 500 km bez chyba 3. Było miło. Będzie również miło niebawem, bo sezon trwa, a my jesteśmy w rozpędzonym rytmie wycieczkowym. Życie stygnie, trzeba korzystać :) [/center]
 
 
agrupa


Motocykl: Iż-49
Posty: 1114
Skąd: Warszawa/Ząbki
Wysłany: Czw 10 Cze, 2010   

Fajnie trochę sobie pojeździliście :) A gdzie czas na odpoczynek, poleżeć popatrzeć w niebo?
Lubię jeździć ale cały weekend w siodle to chyba by mi się znudziło...
_________________
Pozdr, Marcin
IŻ 49 1955r, IMZ M-72M 1956r, WSK 125 gil 1980r
 
 
 
mcfrag
Fundator


Motocykl: Iż-49
Posty: 3091
Skąd: Brzeg Dolny
Wysłany: Czw 10 Cze, 2010   

Dzienny dystans był mniejszy niż 200km. Wprawdzie po górach, więc wolniej niż zwykle, ale " w siodle" spędzaliśmy nie więcej niż 5h. Pozostały czas (jeżdząc z namiotem masz na to resztę doby, czyli 19h), to właśnie gapienie się w niebo, zwiedzanie, grill, browar i inne sprawy, które tygrysy lubią najbardziej.

Dla mnie to zdrowe proporcje, nie nudzi mi się to jak dotąd. I niech tak zostanie.
 
 
Aeternum


Motocykl: Iż-49
Posty: 71
Skąd: Ostrów Wlkp/Kraków
Wysłany: Czw 10 Cze, 2010   

Zazdroszczę wycieczki
 
 
 
Gaca


Motocykl: Iż-49
Posty: 2883
Skąd: Świdnica/Bączylas
Wysłany: Czw 10 Cze, 2010   

To ja może dodam troche od siebie. Nie pisałem, gdyż nie było mnie od poczatku. Mogę śmiało powiedzieć że mój występ był gościnny ;)

Po piątkowych ustaleniach było wiadomo, że rano ruszę w kierunku Kamiennej Góry, gdzie była przewidziana zbiórka. Rano jednak plany sie zmieniły, gdyż miałem podążyć jednak pod sam Karpacz w celach lekko ratunkowych. Tak też zrobiłem. Razem z Karoliną wsiedliśmy na Iża i ruszyliśmy.

Jednak niedaleko ujechali my. Około 8km od startu przytrafiła się pierwsza przygoda. Kapeć w tylnym kole uniemożliwił dalszą podróż. W miejscowości Mokszeszów na szczęście trafił mi sie wulkanizator, który z wielkim uczuciem podszedł do sprawy i załatał małą dziurkę. Jako ciekawostkę podam, że był tak podjarany tym wszystkim, że nawet gdyby mi wętyl wyrwał to też by dał radę :)

Tu już po całej, nie ukrywam, że stresującej sytuacji.


Podczas "kawki" u gumiarza urywały się telefony z podnóża Karpat z zapytaniem jak sytuacja. Na koniec miejsce zbiórki wróciło do pierwotnego planu, czyli Kamiennej.

W drodze do punktu jeden trafiłem na kilka solidnych kraterów w jezdni co mogło mieć duży wpływ na niedzielne wydarzenia.

Na miejscu ruszyliśmy na trzy pojazdy przez Republikę Czeską niezwykle uroczymi drogami.



Aby nie zachwalać zbytnio Czechów, powiem że po powrocie do Ojczyzny drogi były równie dobre jak i widowiskowe.


Niebrakowało długich łagodnych jak i naprawde stromych podjazdów, nawet do 12% :)


Robiliśmy sobie przerwy zarówno w celach gastronomicznych, jak i widokowych


Nie zabrakło również czasu na zrobienie widokówek czy tapet na pulpit :P




Niedziela zaczęła się właśnie tą przyjemną, szutrową drogą. Zaraz po niej było kilka kilometrów asfaltu.


Jechało się naprawde fajnie, lecz cykliczne strzelanie w układzie napędowym lub w kole, które powiekszało swoją częstotliwość doprowadziło do długiego postoju.

Z tego miejśca właśnie reszte fotek dedykuję Agrupie, który narzekał, że nic się nie psuje ;)




W całej tej sytuacji najtrudniejsze okazało się wybicie zewnętrznej części rozsypanego łożyska, które po wnikliwej analizie Inżynierów dostało co najmniej dwa potężne dzwony, po których nie miało prawa toczyć sie jak nowe.


Po opanowaniu sytuacji działo się nie inaczej jak opowiedział Frag. Ja dodam tylko tyle, że Iż póki ma się za co wlać do zbiornika jeździ, nie są wstanie załatwić go rozsypujące łożyska, które mają tendencje do tego typu akcji w niedzielne południe ;) Wiem co mówie to drugie łożysko w tych samych okolicznosciach ;)
_________________
ИЖ-49К '57, ИЖ-49 '56, ИЖ-350 '48, DKW NZ350/43 '44
 
 
 
 
tybusz
Fundator


Motocykl: Iż-49
Posty: 1071
Skąd: Wrocław
Wysłany: Czw 10 Cze, 2010   

Trasa super, niestety znam ją tylko z czterech kółek :neutral: Gaca chyba czas się przeprosić z tylnym kołem "zaprzęgowym", wiadomo co cztery łożyska to nie dwa, nawet jak będziesz miał duże boczne bicia, to też da radę ;)
_________________
ИЖ-49 z 1956, junak m10
 
 
agrupa


Motocykl: Iż-49
Posty: 1114
Skąd: Warszawa/Ząbki
Wysłany: Pią 11 Cze, 2010   

dziękuję, czuję się usatysfakcjonowany :)
_________________
Pozdr, Marcin
IŻ 49 1955r, IMZ M-72M 1956r, WSK 125 gil 1980r
 
 
 
Spiker


Motocykl: Planeta
Posty: 1014
Skąd: Rzeszów
Wysłany: Pią 11 Cze, 2010   

Fajna wycieczka! Mniej jednak nurtują kwestie techniczne - czy powtarzające się problemy z łożyskiem nie są spowodowane przypadkiem zbyt dużym naciągiem łańcucha (w pewnych miejscach ruchu zawieszenia)? Oprócz kiepskiej jakości zastosowanych łożysk musi być jakaś przyczyna (niewłaściwe uszczelnienia?). Generalnie łożyska w kołach powinny wytrzymywać znaczne przebiegi. Zaliczenie kilku dziur w drodze nie powinno mieć wpływu.
_________________
Iż Planeta '63 oraz NSU 351 OSL '38, M-72 '60, Junak M10 '64, H-D FLHRC '09, ...
www.nsu-riders.pl
 
 
mcfrag
Fundator


Motocykl: Iż-49
Posty: 3091
Skąd: Brzeg Dolny
Wysłany: Pią 11 Cze, 2010   

Spiker napisał/a:
czy powtarzające się problemy z łożyskiem nie są spowodowane przypadkiem zbyt dużym naciągiem łańcucha (w pewnych miejscach ruchu zawieszenia)? Oprócz kiepskiej jakości zastosowanych łożysk musi być jakaś przyczyna (niewłaściwe uszczelnienia?).

Łańcuch w Iżu 49 nie ma wpływu na łożyska koła. Bęben hamulca z zębatką łańcucha jest łożyskowany niezależnie a koło jest z nim połączone sprzęgłem kłowym z tulejkami gumowymi. Zresztą nawet gdyby miał, to naciąg jest OK, sam sprawdzałem.

Dziwna sprawa, bo pada zawsze łożysko po lewej stronie. Nie jest to jakieś super mocne łozysko, więc może po prostu "ten typ tak ma". Instrukcja mówi że 49 to singiel, a jazda z pasażerem jest dopuszczona warunkowo, tylko na dobrej drodze. Z drugiej strony nie znam nikogo, kto robi podobne przebiegi z pasażerem, więc trudno orzec, czy to kwestia tego konkretnie egzemplarza iża (konkretny egzemplarz koła można wyeliminować, taka awaria zdarzyła się rok temu na inym kółku w podobnej sytuacji), czy coś w rodzaju wady konstrukcyjnej.

Zewnętrzna bieżnia łozyska pękła w poprzek i wzdłuż (Gaca, wklej foty, żeby pokazać jak to wygląda). Zmielenie kulek to już efekt wtórny, spowodowany ubiciem bieżni. Dla mnie to był ewidentny strzał spowodowany wjazdem w dużą dziurę(y).
Spiker napisał/a:
Generalnie łożyska w kołach powinny wytrzymywać znaczne przebiegi. Zaliczenie kilku dziur w drodze nie powinno mieć wpływu.

Sam czasem wpadam w dziurę i jak dotąd nie mam problemów, ale ja jeżdże solo. Pasażer siedzący "na kole" powoduje, że dynamika takiego "dupnięcia' jest zupełnie inna. Wtedy łożysko ma do przeniesienia znacznie większe siły promieniowe.

A łozysko 6202 (35x15x11) to raczej nie jest wielki wypas w kole. Już w Iżu 56 Sowieci to poprawili. Widać coś było na rzeczy.
 
 
BartekG


Motocykl: Iż-49
Posty: 756
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 11 Cze, 2010   

Witam!
Moim skromnym zdaniem, po trochu ten typ tak ma, po trochu wina nieodpowiedniej eksploatacji :)

Z jednej strony na murzynie bardzo duzo pdróżowałem dwuosobowe z pełnym wyposażeniem turystycznym i nie miałem zadnych problemów (koszowiec, koło na 4 łozyskach).

A z drugiej strony w zielonym łożyska tylnego koła nie starczają mi na więcej niz jeden sezon, czasem mniej. W zeszłym roku, po niewatpliwie forsującym rajdzie ROTOR, przerabiałem temat wymiany łożysk w polu. Faktem jest, że tyle dziur, kałuż i strzałów, ile dostało w trakcie trasy koło, ciężko zliczyć. Mogło to mieć wpływ na łozyska, mimo jazdy solo. Tyle, ze byłem na to przygotowany nauczony wieloletnim doświadczeniem, i cała operacj zabrała mi raptem 15 minut :) . Poszukam dokumentacji zdjęciowej, to podepnę sie pod temat :P
_________________
Iż49
 
 
Spiker


Motocykl: Planeta
Posty: 1014
Skąd: Rzeszów
Wysłany: Pią 11 Cze, 2010   

mcfrag napisał/a:

Łańcuch w Iżu 49 nie ma wpływu na łożyska kól. Bęben hamulca z zębatką łańcucha jest łożyskowany niezależnie, a koło jest z nim połączone sprzęgłem kłowym z tulejkami gumowymi. Zresztą nawet gdyby miał, to naciąg jest OK, sam sprawdzałem.

Skoro tak - to przyznaję rację.

mcfrag napisał/a:

Zewnętrzna bieżnia łozyska pękła w poprzek i wzdłuż [...]

No, ale dlaczego. Czyżby dostawała się woda lub brud?

mcfrag napisał/a:

A łozysko 6202 (35x15x11) to raczej nie jest wielki wypas w kole.

No rzeczywiście nie jest to wielki wypas. Dla porównania NSU 351/501 OSL: 6304 20x52x15, Junak M10: 6204 20x47x14. Ale już NSU 251 OSL (tez dwuosobowy i w dodatku ze sztywnym tyłem!) ma jedno z łożysk w tylnym kole także 6202 jak Iż 49.
_________________
Iż Planeta '63 oraz NSU 351 OSL '38, M-72 '60, Junak M10 '64, H-D FLHRC '09, ...
www.nsu-riders.pl
 
 
Gaca


Motocykl: Iż-49
Posty: 2883
Skąd: Świdnica/Bączylas
Wysłany: Nie 13 Cze, 2010   

Spiker napisał/a:
No, ale dlaczego. Czyżby dostawała się woda lub brud?

Łożysko w chwili demontażu było sterylne. Bieżnia pękła od punktowego uderzenia a potem to zainicjowało rysę podłużną.

Będzie fota jak będę w domu i znajdę pamiątkowego suwenira ;)
_________________
ИЖ-49К '57, ИЖ-49 '56, ИЖ-350 '48, DKW NZ350/43 '44
 
 
 
 
Gaca


Motocykl: Iż-49
Posty: 2883
Skąd: Świdnica/Bączylas
Wysłany: Pią 18 Cze, 2010   

Zgodnie z obietnicą:

Pierwsze miejsce


Oraz drugie


To właśnie przez te pęknięcia bierznia się rozprężyła i dlatego było ja tak trudno wyciagnąć.
_________________
ИЖ-49К '57, ИЖ-49 '56, ИЖ-350 '48, DKW NZ350/43 '44
 
 
 
 
jeż
Fundator


Motocykl: Iż-56
Posty: 876
Skąd: Konin/Wilczyn
Wysłany: Sob 19 Cze, 2010   

Gaca a jak byś spróbował zapodać łożysko z dwoma rzędami kulek? Może to by załatwiło sprawe pękania.
 
 
motolis


Motocykl: Iż-56
Posty: 472
Skąd: Szwecja k.Wałcza
Wysłany: Nie 20 Cze, 2010   

Ja w tamtym roku miałem podabną sytuację a pasażera nie wożę. Ciężki też nie jestem więc to pewnie kwestia jakości zastosowanych łożysk.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Podobne Tematy
Temat Autor Forum Odpowiedzi Ostatni post
Brak nowych postów Czterosuwem po Dolnym Śląsku
czyli przed siebie i z powrotem
mcfrag W trasie 13 Czw 12 Maj, 2011
piotrek m


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandblue created by spleen modified v0.2 by warna