IZHMOTO.PL - Forum użytkowników i sympatyków motocykli IŻ
IZHMOTO.PL Strona Główna
Pomoc Statystyki Szukaj Użytkownicy Grupy Mapa Galeria Rejestracja Profil Sprawdź Wiadomości Zaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Wycieczka w góry
Autor Wiadomość
Archi88


Motocykl: Iż-56
Posty: 1281
Skąd: Kwidzyn
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   Wycieczka w góry

W dniach 20-26 sierpnia byłem na Iżu w górach. Pomysłów, gdzie się wybrać miałem kilka, ale w końcu stwierdziłem, że trzeba zobaczyć Polskę. Nie nastawiałem się na zwiedzanie i bycie w miejscach w których wypada być, miało być krajobrazowo, jazda bocznymi drogami, unikanie dróg krajowych pełnych wariatów. Wycieczka nie była spontaniczna, miałem zwykle zaplanowane noclegi (na polach namiotowych).

1.
Pierwszego dnia miałem do przejechania prawie 500km, celem była miejscowość Okuninka koło Włodawy. Ruszyłem dopiero około 11, w dodatku 50 km od domu dopadła mnie burza i zabrała kolejną godzinę. Zwiększyłem trochę tempo i gnałem na wschód, miałem upatrzony obiad w Siedlcach, ale spóźniłem się. Zdziwiłem się, że już na Mazowszu (gdzieś w okolicach Wyszkowa) zaczęły się drewniane wsie, które zawsze kojarzyły mi się z Litwą, na wschodzie Polski jeszcze nigdy nie byłem. W Parczewie, gdy zatrzymałem się aby spojrzeć na mapę zaczepił mnie młody chłopak, wyszło, że jedzie on jutro kupić Iża 56 z 1958, wypytywał się mnie co i jak. Nie miałem zbytnio czasu na pogawędki, bo zrobiło się już ciemno, może za jakiś czas trafi nasze forum. Dalej do Włodawy jechałem jak na koniec świata, w żadnej wsi nie paliły się latarnie, nic dziwnego, że urządza się tu nocne rajdy na orientacje ;) Zastanawiałem się czy może dać sobie spokój z noclegiem i jechać przez całą noc w Bieszczady, nie czułem się zmęczony. Stwierdziłem, że jeśli coś znajdę to zostanę, jeśli nie to jadę dalej :) Większość ośrodków wypoczynkowych była już pozamykana, ale w końcu trafiła się gdzieś otwarta brama. Nie było to pole namiotowe, rozbiłem namiot między domkami letniskowymi.

2.


Następnego dnia wstałem o 7 rano, nie padało. Mycie, śniadanie, pakowanie i ... rozpadał się deszcz. Musiałem czekać do 12, w końcu ruszyłem, ale na głównej drodze, było sporo wody, którą wyrzucały na mnie wyprzedzające samochody, musiałem więc zrobić przymusowy postój.

Jako, że miałem spore opóźnienie nie kombinowałem z trasą, chciałem jak najszybciej dojechać do Bieszczad. Od Przemyśla zaczęły się górki, po pierwszych serpentynach zwątpiłem, że zarówno Iż jak i ja wrócimy cali do domu ;) ale z czasem trochę odpuściłem, bo takich dróg będę miał przez następne dni pod dostatkiem, jeszcze zdążę się wyszaleć. Nad Zalewem Solińskim byłem o zachodzie słońca, tego dnia chciałem dojechać do Ustrzyk Górnych, ale nie chciałem powtarzać poprzedniego dnia i zatrzymałem się w Solinie na pierwszym lepszym polu namiotowym.

3.

Tego dnia chciałem ruszyć jak najwcześniej, bo dystans do Zakopanego spory, a ja w końcu jestem w górach, gdzie postojów widokowych na pewno będzie dużo więcej. Do Lutowisk jechało się świetnie. Potem droga trochę mnie rozczarowała.

Dojechałem na mój biegun Polski, do Wołosatych, 900km od domu według licznika, ale najkrótszą drogą byłoby trochę bliżej.

Iż tego dnia co raz gorzej się sprawował, zaczął słabnąć, za Komańczą na wolnych obrotach czasem gasł, ale jak jedzie to niech jedzie w Zakopanym się zobaczy. Gdy dojechałem do DK9 na horyzoncie szykowała się burza, można było ją ominąć przejeżdżając na stronę Słowacką (tak planowałem jechać), ale ze szwankującym silnikiem wolałem zostać po naszej stronie. No i za Duklą spotkałem się z nawałnicą. Dawno już nie widziałem tak silnego zjawiska. Padało ze wszystkich stron, także wiata przystanku autobusowego i tak nie ochroniła mnie przed zmoknięciem. Pioruny w górach brzmią dużo efektowniej od tych na Pomorzu :)

Czekając aż przeschnie ulica zacząłem szukać powodu słabej pracy silnika. Winny okazał się nowy ukraiński przerywacz, przed wyjazdem zrobiłem na nim tylko 100km, spodziewałem się, że jako nieobjeżdżona część może sprawić problem. Poluźniła się platynka na młoteczku zmniejszając przerwę między stykami prawie do 0. Zabiłem ją delikatnie młotkiem, miałem przy tym stresa, bo kiedyś pękła mi tak platynka.

Stracony czas znowu zmusił mnie do przyśpieszenia. Za Nowym Sączem bawiłem się z burzą w ciuciubabkę :) Droga tak mnie akurat prowadziła, że objeżdżałem ją skrajem. O zachodzie słońca dojeżdżałem do Zalewu Czorsztyńskiego. W oddali było widać Tatry.


Kompletnie ciemno zrobiło się już od Bukowiny Tatrzańskiej, a ja dla większych wrażeń wybrałem drogę przez Polane Głodówke. Widok z góry na światełka Zakopanego u podnóża Tatr i rozświetlające chmury błyskawice to widok niezapomniany. Zatrzymałem się na kampingu Pod Krokwią, namiot rozkładałem w lekko padającym deszczu.

4.
Rano już nie padało, tego dnia chciałem dojechać do Wisły, najkrótszą drogą to tylko 150km, ale ja chciałem jechać przez Słowację i zobaczyć Tatry od południa. Wspiąłem się z powrotem na Głodówkę, po nocnym zjeździe w dół spodziewałem się większego żyłowania Iża, ale podjazd w dzień nie wyglądał już tak stromo. Co do radzenia sobie z podjazdami, mój Iż z racji większej niż fabryczna zębatki zdawczej pokonuje takie długie górki na 3 biegu z prędkością 50 km/h, do 2 nie musiałem nigdy redukować, chyba, że na ostrych nawrotach. Przy kilkukilometrowych ciągłych podjazdach, zatrzymywałem się czasem na poboczu na około minute, aby silnik trochę się przesmarował na wolnych obrotach.

Granicę ze Słowacją przekroczyłem w Łysej Polanie, po drugiej stronie zrobiło się dużo cieplej. Ruszając rano spodziewałem się pochmurnego dnia, a później zamiast kisić się w skórach mogłem jechać w krótkich spodniach.


Dalej z drogi 537 podziwiałem szczyty Tatr.


W Liptovskim Mikulasie przy okazji zaglądnięcia w mapy zatrzymałem się przy zamku.

Jechałem do przejścia granicznego w Chyżnem. Na drodze 584 był najlepszy kręty odcinek podczas całej mojej wyprawy, mijałem tam więcej motocykli niż samochodów. :thumbup:

Dalej przemęczyłem się dziurawą drogą u stóp Babiej Góry, zjeżdżając do Zawoi zgasł mi silnik, nie przejąłem się tym, było z górki więc zrobiłem jeszcze "po cichu" kilometr. Silnik niby odpalał, ale ledwo chodził, a dotknięcie manetki gazu powodowało natychmiastowe gaśnięcie. Zbliżał się deszcz, więc podprowadziłem Iża do przystanku. Zdjąłem filtr powietrza, przekręciłem manetkę, a przepustnica stała w miejscu. No w końcu pękła przepustnica gaźnika, już wiosną po raz kolejny ją doginając zauważyłem pęknięcie, kwestią czasu było aż rozetnie ją na pół. Dobrze, że stało się to wtedy, gdy miałem przy sobie zapasową, a nie przy wypadzie "wokół komina". "Nowa" ma oczywiście jeszcze większy luz niż stara, ale nikt jej jeszcze nie doginał także pękanie jej nie w głowie, do domu dojedzie.


Deszcz się wypadał, ja naprawiłem Iża i ruszyłem wypatrzoną na mapie drogą na skróty, chciałem ominąć Suchą Beskidzką. Niestety skręciłem w złą drogę, na początku był asfalt, potem płyty, a na koniec wspinanie się na 1 biegu pod błotnisto-kamieniste skarpy, uparłem się, że zawracał nie będę. W sumie dobrze się bawiłem, jeżdżenie po asfalcie już mi się znudziło. Spotkałem po drodze rowerzystę, który szukał zgubionego telefonu, pomogłem mu go znaleźć dzwoniąc z mojego. W telefonie miał GPSa, dzięki któremu wskazał mi drogę do najbliższej asfaltówki :)

W Żywcu jakieś remonty, źle skręcam i dojeżdżam do Bielska-Białej, ale przy okazji zrobiłem zakupy w Biedronce :) W Wiśle zatrzymuje się na kempingu Jonidło.

5.
W moim wyobrażeniu czekał mnie najnudniejszy dzień, czyli przedzieranie się przez gąszcz miast Śląska. Myślałem, że bez problemu zrobię pamiątkową fotke z jakąś kopalnią, a tymczasem jakoś ich nie widziałem. W Raciborzu zjadłem od kilku dni pierwszy normalny obiad, 2 dania za 10zł. :)

Za Kietrzem było widać już Sudety.

Koło Głubczyc przejechałem na ciekawszą (tak wyglądało na mapie) stronę czeską.

Podróbką Jawy kierowałem się przez Jesenik, Javornik do Lądka Zdroju. Czesi też mają fajne zakręty. :)

Wjazd z powrotem do Polski

Na noc zatrzymałem się w Międzygórzu.

6.

Nocą padało, rano składanie mokrego namiotu. Tego dnia miałem spotkać się z Mcfragiem i zrobić razem trochę kilometrów. Kierowałem się na Kudowę-Zdrój i dalej przez Góry Stołowe do Nowej Rudy.

Koło Radkowa wyjechaliśmy sobie naprzeciw.

Wjechaliśmy na chwile do Czech, wyjechaliśmy w Mieroszowie.

Krajobrazowymi drogami przez klimatyczne miasteczka jechaliśmy na zachód.

Zobaczyliśmy zaporę na Bobrze, robiąc tam przerwę na kawo-herbate :)

Rozjechaliśmy się w Lwówku Śląskim. Na noc zatrzymałem się pod zamkiem Czocha.

7.


W nocy nastąpiło załamanie pogody, rano padało, ale to już był ostatni dzień więc nigdzie mi się nie śpieszyło, najwyżej wracałbym nocą. Ruszyłem po 10 w kierunku granicy z Niemcami. Na drugą stronę przejechałem z Zgorzelcu.

W Gorliz odbywał się jakiś festyn, pozamykane ulice, a poza tym większość jednokierunkowych. Miałem spory problem z wydostaniem się, potem okazało się, że droga wzdłuż rzeki jest zamknięta, więc musiałem pojechać na zachód.

Przez Niemcy zrobiłem jakieś 60km, jechało się bardzo fajnie, w końcu normalnie, nikt nie wisiał mi na błotniku, nie wyprzedzał na centymetry po wysepkach i pasach do skrętu. Pełna kultura na drodze.

W okolicy odbywał się chyba jakiś zlot motocykli zabytkowych, bo widziałem ich przez ten krótki odcinek aż 5, w tym dwie Jawy.

Do Polski wjechałem w miejscowości Przewóz. Dalej jechało się bardzo fajnie, dobre drogi, lasy, mały ruch.

Na obwodnicy Zielonej Góry.

W okolicy Wągrowca spotkałem kolumnę zabytkowych Volkswagenów, sami swoi, rejestracje malborskie i kwidzyńskie :)

Za Bydgoszczą zrobiło się ciemno, ale tutaj już czułem się w domu. Koło Grudziądza miałem czołowe zderzenie, na szczęści tylko z nietoperzem przy prędkości 65km/h :) Uderzył prosto w szybę kasku, szyba wytrzymała (kask Naxa), trochę mnie potem bolała szyja, motocyklem nawet nie zachwiałem.

Tego dnia wyszło 560km, a ogólnie 2640km. Iż niestety palił sporo jak dla mnie :) ze względu na wysoki poziom paliwa w gaźniku, iglica opuszczona na sam dół, a poniżej 3,8 litra na 100 nie schodził.

Może niektórzy są ciekawi ile kosztują takie wrażenia:
paliwo: 600zł
noclegi: 97zł
jedzenie: 105zł (średnio 15zł dziennie)
_________________
IŻ-56 '62, Honda CBF600SA '04
 
 
Gaca


Motocykl: Iż-49
Posty: 2881
Skąd: Świdnica/Bączylas
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Czytało się energicznie i fajne, bo pewnie (pomijając przymusowe postoje) tak samo gnałeś po drogach. Twoja wycieczka potwierdza pewną rzecz. A mianowicie, jeżeli się jeździ to musi się coś dziać. Pęknięta przepustnica, kiedyś egzotyczna awaria, staje się pospolitym wydarzeniem.

Dużo z opisanych przez ciebie okolic odtwarzam sobie w pamięci i przyznam szczerze, gul skacze :)

Pochwal się teraz Mistrzu w jakim terminie miałeś ten wyjazd i w który dzień przejeżdżałeś odcinek Międzygórze-Sucha. Jest szansa, że przejeżdżałeś przez moją wieś a ja byłem tam w tym czasie.
_________________
ИЖ-49К '57, ИЖ-49 '56, ИЖ-350 '48, DKW NZ350/43 '44
 
 
 
 
Spiker


Motocykl: Planeta
Posty: 983
Skąd: Rzeszów
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Totalny opad szczęki! Ale mogę jeszcze pisać... ;)

Szacunek za niewątpliwy wyczyn (prawie jak Frag!). Fajnie opowiadałeś przeplatając ciekawymi fotkami (przez ciebie pewnie zawalę jeden ważny temat dzisiaj w robocie ;) ale warto było).

Potwierdziło się, że dobrze przygotowany zabytkowy motocykl jest niezawodny. Między wierszami interesujące spostrzeżenia "człowieka z północy". Ciekawi mnie tylko co tak rozczarowało w bieszczadzkich drogach? Jak odczułeś takie długie wielodniowe trasy? Jaka prędkość podróżna?
_________________
Iż Planeta '63 oraz NSU 351 OSL '38, M-72 '60, Junak M10 '64, H-D FLHRC '09, ...
www.nsu-riders.pl
 
 
jarcco


Motocykl: Iż-49
Posty: 1324
Skąd: Lublewo Gdańskie
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Szatańskie tempo sobie narzuciłeś, nastawiłeś się raczej na jazdę i pokonanie dużego dystansu, niż podziwianie okolic.

Niektóre miejsca znam, np. Okuninkę i jezioro Białe. Skąd pomysł aby właśnie tam pojechać? Ja spędziłem tam kilka udanych wakacji, ale wtedy nie było takich tłumów nad tym jeziorem.

Ciekaw jestem jak załatwiłeś sprawę jazdy motocyklem zabytkowym poza granicami kraju, załatwiałeś jakiś glejt? Bo ponoć wyjazd za granicę z żółtymi blachami bez pozwolenia jest zabroniony. :letssin:

Pogoda trochę nie dopisała, jednak udało Ci się zrealizować założony plan wycieczki i zobaczyłeś kawałek kraju. Gratuluję i podziwiam, ładny dystans pokonałeś. Awaria z przerywaczem pewnie mogła być mniej stresująca gdybyś miał taki drobiazg w narzędziówce. ;D
_________________
jarcco
 
 
mcfrag
Fundator


Motocykl: Iż-49
Posty: 3028
Skąd: Brzeg Dolny
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Spiker napisał/a:
niewątpliwy wyczyn (prawie jak Frag!).

Nie widzi mi się takie stawianie sprawy. Nie zaczynajmy kolejnego wyścigu zbrojeń! Po mojemu wcale nie jest tak, że jakość "wyczynu" mierzy się przejechanym dystansem, a zwłaszcza zrobieniem trasy w jak najkrótszym czasie. Kilka lat temu na podobnym forum urządzono konkurs na objechanie Polski na bokserze - sportowo, na czas, z podbijaniem listy obecności na wytypowanych stacjach benzynowych. Pomysłodawca zrobił to w kilkadziesiąt godzin. Tylko co z tego? Idąc tym tokiem rozumowania należałoby stwierdzić, że każda kolejna podróż powinna być dłuższa od poprzedniej. Nie idźmy tą drogą.

Miło mi, że mogłem na kilka chwil przyłączyć się do wycieczki Archiego i większą część jego wrażeń poznać w bezpośredniej rozmowie. Fajnie jest też to, że zobaczyłem, jak indywidualnie można podejść do takiej podróży w każdym jej aspekcie (praktycznie wszystko każdy z nas robi zupełnie inaczej - od planowania, logistyki, po wybór miejsc postojów i biwaków itd.) I bardzo dobrze! Każdy powinien bawić się tak, jak mu najbardziej pasuje.

Gaca napisał/a:
Pochwal się teraz Mistrzu w jakim terminie miałeś ten wyjazd i w który dzień przejeżdżałeś odcinek Międzygórze-Sucha. Jest szansa, że przejeżdżałeś przez moją wieś a ja byłem tam w tym czasie.

Tego dnia (sobota, 25.08) byłem z pobliżu, więc odpowiem. Nie przejeżdżaliśmy przez Twoją wioskę. Z Mieroszowa polecieliśmy górkami na Lubawkę, Chełmsko, Przełęcz Kowarską a potem Jelenią i Pilchowice.
 
 
Spiker


Motocykl: Planeta
Posty: 983
Skąd: Rzeszów
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

mcfrag napisał/a:
Spiker napisał/a:
niewątpliwy wyczyn (prawie jak Frag!).
Nie widzi mi się takie stawianie sprawy.

Przyznaję, mała prowokacja z mojej strony. Chociaż liczyłem bardziej na polemikę ze stwierdzeniem "prawie". ;)

Obaj zasługujecie na słowa uznania. I bez zbytniej skromności proszę. Jeździcie rozsądnie - nieśpiesznie i bez zbyt długich odcinków dziennych. I to popieram.

Do młodzieży Iżowej: Jazda na czas czy wytrzymałość to oczywisty bezsens i wręcz igranie ze śmiercią.
_________________
Iż Planeta '63 oraz NSU 351 OSL '38, M-72 '60, Junak M10 '64, H-D FLHRC '09, ...
www.nsu-riders.pl
 
 
Gaca


Motocykl: Iż-49
Posty: 2881
Skąd: Świdnica/Bączylas
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

mcfrag napisał/a:
Tego dnia (sobota, 25.08)

Trochę mi ulżyło, bo tamten weekend nie był dolnośląskim weekendem. Co za tym idzie byłem daleko od Was.
_________________
ИЖ-49К '57, ИЖ-49 '56, ИЖ-350 '48, DKW NZ350/43 '44
 
 
 
 
Archi88


Motocykl: Iż-56
Posty: 1281
Skąd: Kwidzyn
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Wybierając się w tą podróż nie nastawiałem się na zwiedzanie zabytków czy innych ciekawych miejsc. Celem było przejechanie południowej granicy od Ustrzyk Górnych do Zgorzelca. Wystarczy, ża sama jazda sprawiła mi przyjemność, nigdy nie jeździłem po południowej Polsce i po prostu nie wiedziałem jak wygląda ona z bliska. Iż jeździ powoli, więc ma się dużo czasu na rozglądanie na boki. Dla mnie sensem jazdy motocyklem jest właśnie takie gnanie przed siebie, jakbym chciał coś zwiedzić to po pierwsze nie jechałbym tak ogólnie w góry tylko w pewien rejon Polski i tam na spokojnie wszystko co ciekawe objeździł, po drugie nie jechałbym motocyklem, a zwłaszcza zabytkowym, bo ten w takim przypadku jest tylko dodatkowym problemem na głowie (mało ładowny, strach go zostawiać gdzieś z bagażami, może się zepsuć itd.). Ale da się, co pokazał w swoich wyprawach Mcfrag. Mogłęm się trochę wysilić i porobić więcej fotek z miejsc którymi przejeżdżałem, ale nie zamierzałem robić z tej wyprawy dokładniejszej relacji. Uległem po namowach Mcfraga. ;)

Na początku chciałem jechać całkiem w ciemno, bez dokładniejszego planu, nie mając przewodników i internetu w telefonie, ale stwierdziłem, że pewnie nie wytrzymałbym 7 dni spania pewnie głównie na dziko. Z polami namiotowymi (takimi z ciepłą wodą, prysznicem i kuchnią) nie jest tak łatwo. Można je znaleźć tylko w okolicy kurortów, także musiałem tak planować trasę, aby na noc znajdować się w pobliżu takich miejsc. Zrobiłem to już w domu. Na pewno łatwiej by mi było gdybym miał grubszy portfel i nocował w gospodarstwach agroturystycznych, które można spotkać wszędzie. Po 3 nocach w nomiocie spało się już w nim jak w domu ;) Deszczowe noce były najcieplejsze. Nie nabawiłem się iżowstrętu ;) każdego dnia rano miałem taką ochotę do jazdy jakbym nie jeździł od miesiąca.

Spiker napisał/a:
Ciekawi mnie tylko co tak rozczarowało w bieszczadzkich drogach?

Rozczarowały ze względu na zbyt pozytywne opisy wycieczek motocyklowych w Bieszczady. Drogi były w kiepskim stanie, dużo turystów. Może dlatego, że wybrałem się w reklamowany przez różne pogodynki ostatni słoneczny tydzień wakacji. Musiałbym pojechać tam z plecakiem i pójść na szczyty. Na dole jest jak wszędzie.

Poza tym wschód Polski jakoś mnie do siebie nie przyciągnął.

jarcco napisał/a:
Niektóre miejsca znam, np. Okuninkę i jezioro Białe. Skąd pomysł aby właśnie tam pojechać? Ja spędziłem tam kilka udanych wakacji, ale wtedy nie było takich tłumów nad tym jeziorem.

Teren wyglądał na mapach ciekawie (Poleski Park Narodowy), a gdzieś chciałem się zatrzymać w drodzę w Bieszczady. To miejsce bardzo kontrastuje z otoczeniem, wokół lasy, bagna, cisza i spokój, a tam jazgot muzyki i błyskające po niebie reflektory. Przez całą noc budziły mnie tam krzyki turystycznych pijaków.

jarcco napisał/a:
Ciekaw jestem jak załatwiłeś sprawę jazdy motocyklem zabytkowym poza granicami kraju, załatwiałeś jakiś glejt? Bo ponoć wyjazd za granicę z żółtymi blachami bez pozwolenia jest zabroniony.

Nie jest zabroniony pod warunkiem, że pojazd ma nie więcej niż 50 lat lub jego wartość nie przekracza 30 tys. zł. Mojemu Iżowi w tym roku stuknęła 50, ale spełnia jeszcze drugi warunek, powinienem mieć pewnie przy sobie jakąś wycene rzeczoznawcy dla potwierdzenia. Ten przepis dotyczy także białych blach.
_________________
IŻ-56 '62, Honda CBF600SA '04
 
 
Michał


Motocykl: Iż-56
Posty: 2454
Skąd: Piotrków Trybunalski
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

SUPER!

Wiedziałem o tej wyprawie, szczerze kibicowałem i czekałem na relację. Zresztą przez twój wyjazd nie mogłem cię odwiedzić. ;)

Archi88 napisał/a:
Dla mnie sensem jazdy motocyklem jest właśnie takie gnanie przed siebie

Chyba mamy podobne poglądy. Sam ostatnio mam tak, że jak już gdzieś wyjadę, to nie chce mi się zatrzymywać.
 
 
nickeledon


Motocykl: Iż-49
Posty: 3139
Skąd: Słupsk
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Kolejny 1%. :)

Napiszę tylko tyle: jak dla mnie to jest kwintesencja tkwienia w tym od lat. Gdyby nie notoryczny brak wolnego czasu to jest to co chciałoby się robić cały czas.

Spiker napisał/a:
nieśpiesznie i bez zbyt długich odcinków dziennych. I to popieram.

6 dni 2640 km Iżem to ma być nieśpiesznie i bez długich odcinków? I tak mi się podoba.

Pozdrawiam.
 
 
Ozzy


Motocykl: DKW
Posty: 766
Skąd: Jarosław/Warszawa
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Archi88, moje wielkie gratulacje. :D :D :D
Genialny wypad, świetnie przygotowany motocykl i dobra fotorelacja z wyprawy. Nawet przez moje miasto przejeżdżałeś ale dopiero na weekend jechałem z Rzeszowa, więc pewnie byśmy się nie spotkali w Jarosławiu.

Archi88 napisał/a:
Rozczarowały ze względu na zbyt pozytywne opisy wycieczek motocyklowych w Bieszczady. Drogi były w kiepskim stanie, dużo turystów. Może dlatego, że wybrałem się w reklamowany przez różne pogodynki ostatni słoneczny tydzień wakacji. Musiałbym pojechać tam z plecakiem i pójść na szczyty. Na dole jest jak wszędzie.

W Bieszczady to można się zapuścić na cały weekend i tak się wszystkiego nie da zobaczyć, są miejsca tak dzikie, że nawet tubylców nie często się widuje a już nie mówiąc o turystach, ja mam łatwo bo do Ustrzyk Dolnych mam 115 km a do Górnych 161 km więc na wyjazd nawet jednodniowy to nie jest wcale daleko, można i pojeździć i odpocząć od codziennego zgiełku.
Jak byś kiedyś miał ochotę pokręcić się bo Bieszczadach do dawaj znać.
_________________
ИЖ-49K 1957 DKW NZ 350-1 1944
 
 
 
jarcco


Motocykl: Iż-49
Posty: 1324
Skąd: Lublewo Gdańskie
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Archi88 napisał/a:
Rozczarowały ze względu na zbyt pozytywne opisy wycieczek motocyklowych w Bieszczady

Tak, jeśli człowiek ma już gotowe wyobrażenie w głowie to łatwo o zawód. Mimo to, wydaje mi się że nie trafiłeś w odpowiednie miejsca, zgiełk turystyczny to dziś zmora każdego ciekawego miejsca, co nomen omen czyni je nieciekawym. Ale w Bieszczadach można znaleźć jeszcze tą tak poszukiwaną głuszę, i tam są rzeczywiście kiepskie drogi, zmuszające czasem do przeprawy brodem przez strumienie :) Dobre drogi znajdziesz na malowniczej trasie - dużej i małej pętli Bieszczadzkiej.

Archi88 napisał/a:
nie zamierzałem robić z tej wyprawy dokładniejszej relacji. Uległem po namowach Mcfraga.

No i fajnie że uległeś, po przeczytaniu takiej relacji budzi się w człowieku duch globtrotera!

Spiker napisał/a:
nieśpiesznie i bez zbyt długich odcinków dziennych.

Wyczuwam tu jakąś zakamuflowaną i podstępną prowokację ;D
Bo jeśli odcinek Kwidzyn - Okuninka "wzięty" na jeden raz, ze średnią prędkością nieprzekraczającą 50km/h to niewiele.... :O
_________________
jarcco
 
 
Archi88


Motocykl: Iż-56
Posty: 1281
Skąd: Kwidzyn
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Dodam jeszcze, że zaskoczyła mnie długość dni. Planując trasę zapomniałem, że słońce zachodzi już przed godziną 20, a rano nie potrafiłem wygrzebać się szybciej niż o 9. Do tego jeszcze deszcz czy jakiś problem z motocyklem na trasie i dzień stawał się za krótki.

2640 km przez 7 dni, a pierwszy (466km) i ostatni dzień (560km) to był dojazd. Rozważałem nawet jazdę w Bieszczady na jeden raz, przez dzień i noc, tak dla sprawdzenia siebie ;)

Przez pozostałe pięć dni wychodziło średnio 323km, co nie jest aż takim wysokim tempem.
_________________
IŻ-56 '62, Honda CBF600SA '04
 
 
jarcco


Motocykl: Iż-49
Posty: 1324
Skąd: Lublewo Gdańskie
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

Archi88 napisał/a:
a pierwszy (466km)
Archi88 napisał/a:
Przez pozostałe pięć dni wychodziło średnio 323km


No to ja dodam, że jeżdżę czasem do rodziny na południe samochodem, coś właśnie koło tego 450km. Część drogi autostradą gdzie jadę 140km/h, reszta, wiadomo jak to u nas w kraju - zajmuje mi to z obiadkiem i siusiu po drodze jakieś 8 godzin :)

Ciekaw jestem w ile godzin pokonałeś ostatni etap drogi powrotnej, 560km? Pochwal się, bo wydaje mi się że jesteś naprawdę dobrego zdrowia. Mnie tyłek boli póki co po 150km na iżowym siodle. Może Twoja maszyna jest trochę szybsza i wygodniejsza od 49?

Ja myślę że za pokonanie takiej drogi w jeden dzień już należą Ci się wyrazy uznania!
Nie mogę się zgodzić z mcFragiem że dystans nie ma znaczenia, nie jest z pewnością jedynym parametrem wycieczki, ale głównym. Inaczej przecież brzmi - objechałem Polskę - od objechałem gminę.

Przecież już samo podjęcie takiego dystansu jest niebagatelnym wyzwaniem. Wymagającym odpowiedniego przygotowania, zaplanowania...no i wysiedzenia w siodle, że o samej odwadze czy jak kto woli fantazji nie wspomnę.
_________________
jarcco
 
 
Archi88


Motocykl: Iż-56
Posty: 1281
Skąd: Kwidzyn
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2012   

jarcco napisał/a:
Ciekaw jestem w ile godzin pokonałeś ostatni etap drogi powrotnej, 560km ?

Ruszyłem o 10, w domu byłem o 21:30. Nie przekraczałem 70 km/h.

jarcco napisał/a:
Mnie tyłek boli póki co po 150km na iżowym siodle. Może Twoja maszyna jest trochę szybsza i wygodniejsza od 49?

W 56 siedzi się wyżej, więc nogi nie są chyba tak podkurczone, nie wiem jak jest z wysokością podnóżków. Wygoda zależy jeszcze od wzrostu, ja mam 186cm. Na kanapie siedzi się dosyć wygodnie, dupa bolała mnie tylko pod koniec dnia przy przebiegu ponad 300km.
_________________
IŻ-56 '62, Honda CBF600SA '04
 
 
Spiker


Motocykl: Planeta
Posty: 983
Skąd: Rzeszów
Wysłany: Czw 06 Wrz, 2012   

jarcco napisał/a:
Spiker napisał/a:
nieśpiesznie i bez zbyt długich odcinków dziennych.
Wyczuwam tu jakąś zakamuflowaną i podstępną prowokację ;D

Tym razem zero prowokacji. A już wyjaśniam:
nieśpiesznie = prędkość podróżna max. 70 km/h
bez ZBYT długich odcinków = jazda tylko za dnia z częstymi postojami

Samotne wyjazdy mają zalety i wady. Do zalet należy m.in. to, że nikt nie zmusza nas do jazdy szybszej i dłuższej niż sami mamy ochotę. Kiedyś robiłem często trasy z kumplami na solowych Dnieprach zmuszony do utrzymywania prędkości bliskich maksymalnych dla mojego wiekowego motocykla i z końcowymi odcinkami pokonywanymi po zmroku mając średnio sprawną prądnicę 36W i widząc tylko zarysy drogi. To nie było rozsądne.

Archi88 napisał/a:
Spiker napisał/a:
Ciekawi mnie tylko co tak rozczarowało w bieszczadzkich drogach?
Drogi były w kiepskim stanie, dużo turystów.

A to akurat racja.
_________________
Iż Planeta '63 oraz NSU 351 OSL '38, M-72 '60, Junak M10 '64, H-D FLHRC '09, ...
www.nsu-riders.pl
 
 
roman


Motocykl: Iż-56
Posty: 312
Skąd: Lublin
Wysłany: Czw 06 Wrz, 2012   

Gratuluję udanej wycieczki, pisałeś że trzeba zobaczyć Polskę, a Ty jeszcze odwiedziłeś że tak powiem "trzy zagranice". :D

Mi również kiedyś pękła przepustnica jak wyjeżdżałem spod domu. I tak zakończyła się moja wyprawa bo nie miałem zapasowej (nawet w domu).
_________________
ИЖ 56 - 1958r
 
 
 
Michał


Motocykl: Iż-56
Posty: 2454
Skąd: Piotrków Trybunalski
Wysłany: Czw 06 Wrz, 2012   

jarcco napisał/a:
Ja myślę że za pokonanie takiej drogi w jeden dzień już należą Ci się wyrazy uznania! Nie mogę się zgodzić z mcFragiem że dystans nie ma znaczenia, nie jest z pewnością jedynym parametrem wycieczki, ale głównym. Inaczej przecież brzmi - objechałem Polskę - od objechałem gminę.

Po prostu nie zrozumiałeś sensu wypowiedzi Fraga, z którą ja się zgadzam.

Wiadomo, że wyprawa Archiego to wyczyn jakich mało i tylko Frag jest lepszy w te klocki. Ale ani Fragowi ani (chyba) Archiemu na pewno nie chodzi o zaliczanie więcej punktów, kilometrów, sławy i chwały. Nie ma sensu wywoływać oddolnie rywalizacji, bo zabawa w weterany to tylko i wyłącznie zabawa a nie sport wyczynowy - dopóty ma sens, dopóki bawi.

Jeden nie będzie zadowolony jeśli nie przejedzie ośmiuset kilometrów na dobę inny jest wniebowzięty, gdy przepyrka dwadzieścia pięć nad jeziorko. Żaden nie będzie gorszy ani lepszy.

No i robi nam się kolejna dyskusja o wyższości jednego nad drugim :D
 
 
mcfrag
Fundator


Motocykl: Iż-49
Posty: 3028
Skąd: Brzeg Dolny
Wysłany: Czw 06 Wrz, 2012   

jarcco napisał/a:
Ja myślę że za pokonanie takiej drogi w jeden dzień już należą Ci się wyrazy uznania!
Nie mogę się zgodzić z mcFragiem że dystans nie ma znaczenia, nie jest z pewnością jedynym parametrem wycieczki, ale głównym. Inaczej przecież brzmi - objechałem Polskę - od objechałem gminę.

Jarek, czy podziwiasz też tych, którzy potrafią dużo wychlać? Bo sposób rozumowania w obu przypadkach jest dla mnie bardzo podobny. :)

A poważniej: jeżeli już zazdrościć (oczywiście konstruktywnie) Archiemu, to nie przejechanego dystansu a raczej dobrej zabawy. Z własnego doświadczenia wiem, że najlepsze jest to, co dzieje się pomiędzy fotkami pokazywanymi w takich tematach. Tego nie można poczuć siedząc przed ekranem monitora. Najlepiej samemu spróbować. :)
 
 
jarcco


Motocykl: Iż-49
Posty: 1324
Skąd: Lublewo Gdańskie
Wysłany: Czw 06 Wrz, 2012   

mcfrag napisał/a:
A poważniej: jeżeli już zazdrościć Archiemu, to nie przejechanego dystansu a raczej dobrej zabawy.

No widzę że zostałem opacznie zrozumiany. Mojego uznania nie budzi sam fakt pokonanych kilometrów, dla samego ich pokonywania, dokonania wyczynu nie do pobicia, czy takie tam... Przecie to nie wyścig 24h :)

Ja sobie myślę tylko, że większość z nas lubi jeździć. Jeśli ktoś pojeździ przy tym więcej niż forumowa średnia, to tym bardziej jest okazja do przyjrzenia się takiej wycieczce z uznaniem, nie wiem może to zazdrość, ale chyba nieszkodliwa.

Jeśli Archi88 dodatkowo pokonał te 560 km w jeden dzień, to przecie wyczyn jest na Iżu :)
_________________
jarcco
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Podobne Tematy
Temat Autor Forum Odpowiedzi Ostatni post
Brak nowych postów Wycieczka do Iżewska
(prawie)
maciek86 W trasie 0 Sob 18 Cze, 2011
maciek86
Brak nowych postów Wycieczka do Bogatyni
czyli chęć odwiedzin obu granicznych sąsiadów
Gaca W trasie 9 Pią 11 Maj, 2012
kuba_777
Brak nowych postów Moja wycieczka do Chęcin
Suchy W trasie 8 Pią 25 Kwi, 2008
Suchy


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme xandblue created by spleen modified v0.2 by warna